//3
Za oknem błogi, wiosenny obrazek. Tak... błękit nieba, gdzieniegdzie przepasany lekkimi obłoczkami, słońce, delikatny wiatr. Nawet ptaki dzisiaj radośnie śpiewały. A ja siedzę. Właściwe to leżę. Zużywam tony chusteczek, kaszlę jak stary gruźlik. Leżę.
Nie, nie cieszyłam się z zakończenia ferii. Nie, nie miałam ochoty wracać do szkolnej atmosferki "[...] już nie czyściec, ale najgłębsze piekło.". Nie, nie chciało mi się uczyć do tych pięciu sprawdzianów i kilku kartkówek. Nie, nie chciało mi się tłumaczyć łaciny. Ale na Boga, czy ja wspominałam coś o chorowaniu?! Tak samo, jak brakło mi chęci do powyższych czynności, tak samo zabraknie mi ich, do uzupełniania braków i zmagania się z nimi jednocześnie. Czy nie wystarcza już sam fakt, że jestem zmuszona do nauki w tym domu wariatów? Przecież nikt nie będzie się przejmował, że leżałam z gorączką, że ledwo chodziłam, że nie mówiłam. Wszyscy tylko będą wymagać! Co ja takiego zrobiłam w tym moim marnym życiu, że jestem za każdym razem tak karana? Mam ochotę pozabijać wszystkich zasmarkańców ze szkoły, którzy rozsiali te perfidne zarazki; wysadzić w powietrze tabun ludzi z dusznego i wiecznie spóźnionego 129. Jeśli mam być szczera, to z wiszącą nade mną, niczym ostrze gilotyny, matmą, leżącą i kwiczącą łaciną, najchętniej poszłabym do sekretariatu, poprosiła o swoje papiery uroczą panią Z, pożegnała kpiącym uśmieszkiem ochroniarza i zamknęła za sobą raz na zawsze rozdział liceum. Dość, dość, dość!.
Tym miłym akcentem zakończę moje gorzkie żale.
[Cytat pochodzi z "Midnight Sun" - S. Meyer.]
Ja też już mam dość. Serdecznie.
Wczoraj słoneczko świeciło, dziś już z samochodów lód zdrapują.
Paranoja .
Cherry 09.02.2009
brak www IP: 79.184.131.235